I widzielibyśmy, kto by z nas pierwszy miał się z czym pochwalić! - Jać się nie chwalę, ale waszmości bym pochwały nie poskąpił
Mości panowie, miłujcie nieprzyjaciół waszych, karzcie ich, jako ojciec karze, karćcie jako brat starszy karci, inaczej gorze im, ale gorze i wam, gorze całej Rzeczypospolitej. Droga była pusta, ledwie gdzieniegdzie wymijał rycerz jakąś furę i leciał ciągle; dopiero ujrzawszy w dali dwór Ketlingowy, powstrzymał konia i pozwolił się dopędzić pachołkowi. Siedm lat w samym pałacu chańskim - potwierdził pan Zagłoba mrugając tajemniczo oczyma. Przypadki księdza Grosera Ciężko było. Głównym celem ich napadów były stanicze stada wołów i koni, które nawet w zimie nie schodziły ze stepów, same sobie pożywienia pod śniegami szukając. Głowę Tatarzyna, który trzcinami pod wieś się przekradał...
- Proszę! - rzekł Zagłoba. Ona spojrzała tylko na niego i poruszyła chrapkami, szepnąwszy jednocześnie: - Prędko skoczym? - Jeszcze czas! - odrzekł pan Michał. Serce mu się krajało, ale wytrzymał. Instynktem niewieścim odgadła, że tak jedno, jak drugie może zaraz na wstępie pana Michała dotknąć, zaboleć, i samą ją coś zaraz zabolało, więc mimo całej swej porywczości zamilkła. Stanisław Michalkiewicz Twarz Azji pociemniała; przez chwilę szalona nadzieja przeleciała mu na kształt błyskawicy przez głowę, ale się opamiętał i spytał: - O czym wasza miłość chce mówić? Basia zaś na to: - Inna by do waćpana obcesem, jako że białogłowy bywają niecierpliwe i nierozważne, ale ja nie taka. Mówiłem panience, że wieczerza idzie, a panienka powiedziała: „dobrze”, i poszła do stajni.
- Jeśli mam utonąć, niech choć przez parę dni zdaje mi się jeszcze, że płynę. - Służba to służba! Dałem hetmanowi parol, że się zaciągnę, a czy prędzej, czy później, to wszystko jedno... Ale teraz Basia stała oparta o mur zanosząc się od płaczu. Jakkolwiek Bogusław ćwiczony był w szermierce na słowa, jednak czy to wywód pana Zagłoby, czy jego zuchwałość zdumiała go tak dalece, że języka w gębie zapomniał. - Wyłaź - rzekł do niej Zagłoba. Bogaty ojciec biedny ojciec Łyżki strawy nie mam oto często czasu do gęby wziąć...
- To ja sama! niechcący! To nie waćpan! - wołała ze łzami w głosie panienka i chwyciwszy w mig szabelkę, znowu przycięła. Wszyscy wstrzymali konie i patrzyli ciekawie ku niebu. Niektórzy nieśli na tykach żelazne kagańce, z których płonąca żywica spadała na ziemię w postaci długich łez ognistych. - Waćpanna mnie wołała? - Chciałam wiedzieć, czy to nie kto obcy chodzi... książki chrześcijańskie - Uważałem to, jak mi Bóg miły! - przerwał rozpromieniony Ketling. Czasami stawał nagle i pięści do skroni przykładał, to znów chodził, na koniec stanął przed Krzysią.
Posiadał on nie tylko władzę nad sobą, ale i przebiegłość ludzi wschodnich. Czuł, że żal i żałoba mają w sobie coś świętego i nietykalnego, co winno być zostawione w spokoju, dopóki samo nie wzniesie się jako mgła ku niebu i nie rozejdzie po niezmiernych przestworzach. - Ha! więc acan utrzymujesz, że pies zdrajca, a wilk nie zdrajca, że wilk nie ukąsi ręki, która go gładzi i jeść mu daje? Więc to pies zdrajca? Może waćpan jeszcze i Mellechowicza będziesz bronił, a nas wszystkich zdrajcami uczynisz?... Urzekająca Dalsze kępy poczęły się odsłaniać, jakoby kto zasłonę kolejno podnosił. Ha! nie dziwota! Sam młodym będąc z lutnią na mrozie pod oknem pewnej czarnuszki stawałem (do Drohojowskiej była podobna) i pamiętam, jakom śpiewał: Tam waćpanna śpisz po trudzie, A ja tu brząkam na dudzie. - Pewien jesteś? - Siłam w życiu przecierpiał - odparł rycerz - kawalerski parol: nie pofolguję! Dopieroż pan Zagłoba otworzył mu ramiona.
- I pewnie bym waćpana skonfundował, jakom pana hetmana Potockiego w obliczu króla skonfundował, któren gdy mi do wieku przytyki dawał, wyzwałem go: kto więcej kozłów od razu machnie. Nawet nam w piecu dotąd nie zapalono... Po wtóre: czy to myślisz, że w razie wojny z Turczynem będę się już za podlaski piec chował i na pieczywo spoglądał, żeby się zaś nie przepaliło? Jeszczem nie kosztur i mogę się do czego innego przydać. Ale że sułtan więcej im już przyznał, więc się wahają. Basia potrzebowała tylko zatoczyć kołem w stronę Chreptiowa, by się pozbyć pogoni, tamci bowiem z pewnością nie zawracaliby za nią w paszczę Iwu, mając wprost przed sobą rzekę wraz z jej komyszami, w których się ukryć mogli. Ściany przyznały zupełnym milczeniem słuszność panu Zagłobie.
Szlachetny napitek wnet napełnił ich żyły błogim ciepłem, a serca jakąś otuchą. Miasto wszelako nie żałowało wcale kąta dla siwej głowy, tylko go po prostu nie miało. Siła on między szlachtą znaczy. Po chwili Baśka zaczęła ją pocieszać, ale to nic nie pomogło i dziewczyna rozślochała się jak nigdy przedtem w życiu. - Ciszej waść mów, na rany boskie! - zawołała stolnikowa - bo służba co usłyszy i jeszcze Krzysi doniesie, a ona i tak ledwie żywa. - Jeszcze nie godne! - odparł Nowowiejski.