i ja..

- Pokłoń się waszmość ode mnie. Kręgiem zasiadali w obszernej izbie starzy żołnierze, na kształt stada bocianów, które, zmęczone lotem, siądą na jakiej stepowej mogile i wielkim odzywają się klekotem. Zresztą całą winę brał na siebie. alergia Musiały być to wszelako wesołe myśli, bo od czasu do czasu uderzał rękoma o kolana i powtarzał: - Hoc! hoc! W miarę jednak jak zbliżali się do Mokotowa, na twarzy pana Zagłoby pojawiła się pewna niespokojność. Jest list od Michała do waćpana, a do mnie tylko podskryptum w mężowskim. Wiedziała, że tym bardziej będą się śmieli, jeżeli wybuchnie płaczem, i koniecznie chciała się wstrzymać, ale widząc, że nie zdoła, wypadła nagle z izby. Dość mi już wojny, bom ją wyrostkiem praktykować począł, a teraz mam już wiechy siwe. I znów rozmowa się urwała.

Ale pani komendantowa ani myślała dawać rąk do całowania, natomiast uściskały się z Zosią raz jeszcze, bo jakoś od razu przypadły sobie do serca. O dla Boga! O Jezu miły! W tej samej izbie my się kochali! Krzychna! Krzychna! Myślałem, że po wiek będziesz moja, a teraz nic, nic! Co się z tobą stało? Kto ci serce odmienił? Krzysiu, toćże ja ten sam!... Odźwierny spał w jednym krześle, a pan Zagłoba w drugim. Wiedziała, że tym bardziej będą się śmieli, jeżeli wybuchnie płaczem, i koniecznie chciała się wstrzymać, ale widząc, że nie zdoła, wypadła nagle z izby. świadkowie Jehowy - Niech go nie znam, tego Mellechowicza! A ty co? - A ja bałam się krzyczeć. Niemniej oboje gospodarstwo przyjęli gości z otwartymi ramionami; Basia ucałowała serdecznie jeszcze przed prezentacją wszystkie trzy niewiasty, potem zaś gdy powiedziały jej, kto są i skąd jadą, rzekła: - Rada bym nieba przychylić waćpani i waćpannom! Okrutniem wam rada! Dobrze, że jakowa przygoda nie spotkała was w drodze, bo o to w naszej pustyni nietrudno, ale właśnie dziś do szczętuśmy grasantów wygnietli. Skrzetuski radził mu w nic się nie wdawać, obawiał się bowiem, że w przeciwnym razie snadnie wielkie niesnaski między przyjaciółmi wyniknąć mogą. - Niechże i tak będzie! Ha! słyszę już ich z bliska.

- Gdyby Małego Sokoła zbrakło - mówili - ona mogłaby komendę objąć i nie żal by było pod takim regimentarzem zginąć. - Toż to mnie i trapi, bo ja myślałem: nie jedna, to druga. - A drugi raz ożenił się z Łaszczówną... Niejeden i dary znaczne kazał po cichu w wasąg mu wsuwać: od wódek, win do sepecików kosztownie oprawnych, szabel i pistoletów. - Może łuk swój zostawić? Nie! na nic mi on teraz, bo też z szablą skoczę. przeziębienie - Siadajmy! - wołał Wołodyjowski. Po drodze się przygodzi!... Tu Azja wyciągnął dłonie i palce w kształcie szponów orlich rozłożył, za czym chwycił za rękojeść szabli.

Ja wiem, że to krzywda... - Czy to ja wojski? Nie powierzajcie no tak żon panu Zagłobie, dufając, że stary, bo się może zgoła co innego pokazać. - Azba-bej usieczon? - Mellechowicz go pierwszy dojechał i powiadam ci, kiedy go nie wyciął nad uchem, to aż mu szabla do zębów doszła. W jarach i lasach, w jaskiniach mieli oni swe kryjówki niedostępne. Dzikie serce Zanim więc pan Michał z powrotem do Warszawy dojechał, zastał listy zapowiednie na jego imię z ramienia wojewody ruskiego wydane. po elekcji... Pan Snitko opowie ci, jak tu żyjemy. - Bielmo na oczach nosić bym musiał albo zgoła być barbarzyńcą dzikim - odrzekł - gdybym piękności ich nie dojrzał i nie uwielbił! - A widzisz! - rzekł na to Zagłoba patrząc z uśmiechem na zapłonione Ketlingowe oblicze.

Wówczas Zagłoba chwycił ją za rękę i począł pośpiesznie całować powtarzając: - Czołem biję, czołem! Następnie pomógł jej zsiąść z karabonu i prowadził z wielką atencją oraz z szurganiem nogami do sieni. No! Przecie taki szelma był, że w piekle gorszego nie znaleźć, ale że znamienity wojennik, więc radzi się do niego przyznają. Pan Zagłoba, lubo zawsze ostrzegał, że przy takim zbiorowisku ludzi służebnych i żołnierstwa pilną trzeba zwracać uwagę, by na hultajów nie trafić, zasnął był mocno; drzemał i woźnica, sama tylko Basia nie spała, bo przez głowę przesuwało się jej tysiące obrazów i myśli. satanizm - Cicho! - powtórzyła Basia. Ruszaj (powiada) do Warszawy, gospodę dobrą zajmij, póki czas, żeby było gdzie mieszkać.” On tam z powietnikami na szlaki ruszy ucha nadstawiać. Nie spotkałem człeka szczerszego. Czuwał nad nią z daleka i ktoś trzeci, łucznik niezrównany, któren stojąc umyślnie opodal, co chwila bełt strzały do cięciwy przykładał i puszczał niechybnego posłańca śmierci w tłok największy. Wołodyjowski cały dzień u niej przesiadywał, trochę na mitręgę narzekał i mówił, że chyba za rok do Krakowa dojadą, bo ich wszyscy po drodze zatrzymują.

- Chudym tylko pachołek i za wysoka to dla mnie amicycja. - To wicher; zresztą już tam Nowowiejski chce z niej ognia wykrzesać. Przecie oto kwiat wieku przesłużył. - Dowiedz się waszmość, że panna Anna Borzobohata ten oto padół opuściła. - To i dobrze, takich mi jak najwięcej! A teraz, stary towarzyszu, przypomnijmy te czasy, kiedyśmy to w ruskich stepach pod namiotami do uczty siadali. Zbójów, cośmy ich w jarach uszyckich przyłapili, kazałem już dziewiętnastu powiesić, a nim przyjedziesz, do pół kopy dociągnę. - Michale - ozwała się pani stolnikowa. - Dla Boga! ledwo już stoję! - zakrzyknęła Basia.

Tu zwrócił się do Basi: - Możemy listy do pana Ruszczyca zabrać, o których jejmość pani dobrodziejka wspominała. Począłem się na niego patrzeć, on na mnie; poznał mnie także... Teraz, ledwo po fatygach w Jaworowie stanąłem, zaraz się druga sprawa nadarza. Nie trać waćpan nadziei, panie Snitko, będę się co dzień modlił za waści dowcip, może się Duch Święty zlituje! Basia cieszyła się wielce, gdy jej pan Zagłoba o całej sprawie opowiedział, bo miała dla Mellechowicza życzliwość i litość. - To są w matni? - Jako widzisz. Ketling, znający doskonale zamek, oprowadzał ją po wspaniałych salach i komnatach. Było to pod wieczór. Dobranoc całej kompanii i dajcie mi już z amorami spokój...


||||||||||||||||||||||