Ty zaś sam, któryś mnie chciał odbijać, a potem do Rzeczypospolitej zapraszał, cóżeś uczynił? Oto trupy tu naokół krzyża mego leżą i krew obryzgała mu podnóże, a przecie byli między nimi niewinni, pacholęta młode, albo ludzie zaślepieni, którzy rozgarnięcia nijakiego nie mając za innymi jako głupie owce poszli
Nagle Zagłoba uderzył się dłońmi po kolanach i zakrzyknął ni z tego, ni z owego : - Hoc! hoc! Ufam, że jak cię Ketling ujrzy, do zdrowia wróci! Hoc! hoc! I chwyciwszy za szyję Michała począł go ściskać z całej siły. Chorągwie razem się nieprzyjacielowi ukażą, razem się okrzykną i razem skoczą, jakoby kto z bicza trzasnął. Jedna kulbaka nam za poduszkę służyła, z jednej jadaliśmy misy; Kastorem i Polluksem nas zwano. ks. PIotr Pawlukiewicz Po krótkiej walce w milczeniu wycie wyrwało się ze wszystkich piersi tatarskich; gniotła je większa liczba, lepsza broń, większa biegłość. - Na miły Bóg! czemużeś nikomu słowem nie wspomniał? -zakrzyknął Wołodyjowski. Chciałem prawem przeciw niemu czynić - ba! co tam za prawa na Ukrainie, w której jeszcze gruzy z miast dymią.
- Już też się o to nie bój. Jest trochę Wołoszy, trocha Węgrzynów, a najwięcej luźnej ordy, razem ze dwieście ludzi. Nagle porwał go gniew szalony, gorycz wezbrała w piersi, więc zawrócił się i stanął przed niewinną Basią ze zmienioną i pełną szyderstwa twarzą. I czuła to, co czuje branka, której wiążą ręce, a jednak sama się ona związała, bo przecie mogła powiedzieć swego czasu Wołodyjowskiemu, że mu będzie siostrą, niczym więcej. Urzekająca - Coś ty taki z nóg ścięty? - Właśnie dlatego, że wyjeżdżam. Pan Wołodyjowski spoglądał ustawicznie na drzwi, w których znikła Basia, a w których lada chwila spodziewał się ujrzeć ukochaną Krzysię, promienną od cichej radości, jasną, z błyszczącymi oczyma i rozwiązaną z pośpiechu kosą; ale tymczasem gdański zegar stojący w jadalnej izbie gdakał i gdakał, czas upływał, podano wieczerzę, a ukochana i droga dla pana Michała dziewczyna nie ukazywała się w komnacie.
- Niech Bóg błogosławi sprawiedliwym, a zaraza niech wydusi krzywdzicieli! - odrzekł Azja. - Mąż mi kazał, a ja na wyjezdnym przyrzekłam mu, że go wraz usłucham. Hetman mądry i zgodzi się. Tu przyszedł jej na pamięć ów pocałunek przyjęty i oddany, więc ogarnął ją wstyd i pogarda dla samej siebie. Pan Bogusz porwał się za głowę: - Na rany boskie, Azja! skąd tobie takie myśli przychodzą? Co by to było?! - Byłby na Ukrainie naród tatarski, jako jest kozacki! Kozakom przyznaliście i przywileje, i hetmana, czemu byście nam nie mieli przyznać? Waszmość pytasz, co by było? Chmielnickiego by drugiego nie było, bobyśmy nogą Kozakom na gardziel zaraz nastąpili, buntów chłopskich by nie było, rzezi ani spustoszenia, ani Doroszeńki by nie było, bo niechby się podniósł, pierwszy bym go na smyczy hetmanowi pod nogi przywiódł. Talleyrand - Ciszej waść mów, na rany boskie! - zawołała stolnikowa - bo służba co usłyszy i jeszcze Krzysi doniesie, a ona i tak ledwie żywa.
Basia ruszyła wraz z semenami, piszcząc cienkim głosem dla dodania sobie fantazji, bo w pierwszej chwili pociemniało jej nieco w oczach zarówno od pędu, jak z wielkiego wzruszenia. Zmogłem się!... - Sam chan i sułtan Gałga, który z nami u Podhajec paktował - mówił dalej pan Nowowiejski - chcą paktów dotrzymać; ale Budziak szumi już jako ul na wyroju; białogrodzka orda również się burzy; ci nie chcą ni chana, ni Gałgi słuchać... Ale chodziło o to, żebyć z klasztoru wydobyć!... John Eldredge Wyprawy takie trwały po kilka i kilkanaście dni; mniejsze poczty wyprawiał pan Michał hen, aż ku Bracławiu, po nowiny od ordy i Doroszeńki. W okolicach, opustoszałych przez wojnę, młody bór urósł jednej wiosny tak znacznie, jak w innych czasach i przez dwa lata urość by nie zdołał.
- Miłuję cię z całej duszy, ale nigdy nie będę twoją! - rzekła. - Cóż dziwnego, że porywczy jak ogień.” Basia tego samego dnia wzięła Tatara na pytki, idąc jednak za radą męża i przestrzeżona o Azjowej dzikości, postanowiła nie nacierać zbyt od razu Mimo tego, zaledwie przed nią stanął, rzekła zaraz prosto z mostu: - Pan Bogusz powiada, że waćpan znamienity człowiek, ale ja tak myślę; że i najznamienitszy kochaniu się nie wybiega. Pan Zagłoba nie mógł być przecie pijany, bo nieraz trzykroć tyle wypijał bez widomego skutku, więc tylko mówił z rozczulenia. ks. Piotr Pawlukiewicz Ewie krew biła na twarz na wspomnienie tego snu, bo jej się zdało, że każdy go z jej oczu odgadnie. Z kątów ruszyli się ku niemu i inni oficerowie mówiąc: - Tośmy się na tobie nie poznali, ale nie umknie ci dziś ręki, kto cnotę kocha. A wtem i słowa zaczęły ją dolatywać przez powietrze, niby nie do niej mówione, ale głośne: „Szczęśliwy Ketling!...” „W czepku się rodził...” „Nie dziw, bo i on gładysz!...” i tym podobne.
- Niechże cię Najświętsza Panna w cudownym miejscu ratuje, wierny przyjacielu! - zawołał nagle Kmicic - któryś mi tyle wyświadczył, że i brat nie uczyniłby więcej! Pani Andrzejowa zamyśliła się głęboko i długi czas trwało milczenie, na koniec podniosła swą jasną głowę i rzekła: - Jędrek, czy ty pamiętasz, ileśmy mu winni? - Jeśli zapomnę, to od psa oczu pożyczę, bo swoimi nie będę śmiał na uczciwego człeka spojrzeć! - Jędrek, ty go nie możesz tak ostawić. Zrozumiał, że one to uchroniły od śmierci i ją, i dzianeta. Owszem, umyślnie począł rozmawiać z Zagłobą, aby okazać, jak mało dba o Basine ciosy. W śmierci jest dla mnie pociecha. Zwał on się Dydiuk. - Otóż to jest! oto jest! Nie możesz ty już do Krymu wracać, chyba z utratą wiary, że zaś musiałaby iść za tym i utrata zbawienia, więc żadne dobra ziemskie ani godności wynagrodzić by ci tego nie mogły.