Obyczaj jest ten, że wodę na szable leją i wzajem sobie przyjaźń zaprzysięgają, rozumiesz? - A jak do wojny potem przyjdzie? - W generalnej wojnie mogą się bić, ale jeśli się sam na sam zjadą albo jako harcownicy na się nastąpią, tedy się powitają i w zgodzie rozjadą
- Radem ci w twoim domu jakoby w moim własnym. Inni dwaj również pewni. Bez szczególnej jednak łaski boskiej ja tej miłości w sercu nie znajdę, bo pamięć okrutnej krzywdy w nim noszę, którą krzywdę pokrótce tu opowiem. Dzikie serce - Boża wola, nic więcej! - odrzekła spuszczając oczy Basia. - Słyszałaś waćpanna zakaz? Nie puszczę tej ręki, póki nie wrócą. Czuwał nad nią z daleka i ktoś trzeci, łucznik niezrównany, któren stojąc umyślnie opodal, co chwila bełt strzały do cięciwy przykładał i puszczał niechybnego posłańca śmierci w tłok największy. Jakoż Bogusław widząc, że na nieprzejednanego trafił, nie próbował więcej pana Zagłoby skaptować, tylko począwszy z kim innym rozmowę, ciskał od czasu do czasu złe spojrzenia przez stół na starego rycerza.
Nie zmógł mnie, ale i ja przecie nie mogłem mu dać rady. Dalibóg, to nic!... Może i owa pogoda na świecie napawała tak pana Kmicica wesołością, bo oblicze rozjaśniało mu się coraz więcej. Ale pani komendantowa ani myślała dawać rąk do całowania, natomiast uściskały się z Zosią raz jeszcze, bo jakoś od razu przypadły sobie do serca. John Eldredge - W Raszkowie? Toż my Raszków znamy. Albowiem aż do tej pory Opatrzność odmówiła im dzieci; teraz miała nastąpić szczęśliwa a zgodna z ich pragnieniami odmiana. I czuła to, co czuje branka, której wiążą ręce, a jednak sama się ona związała, bo przecie mogła powiedzieć swego czasu Wołodyjowskiemu, że mu będzie siostrą, niczym więcej.
- A Motowidło? - Prawda! Ha! gdzie on jest? Wołodyjowski zamiast odpowiedzieć zakwilił nagle, jak kwili jastrząb albo sokół. Następnie jednak spojrzał surowo w oczy Zagłoby i spytał: - Chybaś waść podchmielił? - Z całego serca ci to mówię: ożeń się! Pan Wołodyjowski spojrzał jeszcze surowiej. A tam bito i bito. Temu odkryłem moją moc i radę, aby na Ukrainie obok kozackiego narodu był naród tatarski, a obok kozackiego hetmana - hetman tatarski. Jechali bardzo wolno, bo woły idące z tyłu nie mogły prędzej nadążyć, a niebezpiecznie je było z małą liczbą ludzi wśród tych lasów zostawiać. Jacek Pulikowski Tymczasem słońce poranne wstało nad step i powlokło chłodnym, blado-złotym światłem całą równinę. Gładkie też, bestie, aż człek ma czasami ochotę strzepnąć rękoma po bokach jako gallus skrzydłami i zapiać.
Basia znikła za drzwiami, a pan Zagłoba odsapnął i spytał pana Snitkę: - No, a jakże się waści pani pułkownikowa udała? Stary żołnierz, zamiast odpowiedzieć, wsadził pięści w oczy i przechyliwszy się w krześle, jął powtarzać: - Aj! aj! aj! Po czym wytrzeszczył oczy, zatknął szeroką dłonią usta i zamilkł, jakby zawstydzon własnym zachwytem. Ja ostałem i teraz oto, ilekroć łuk naciągam, czynię to na jego intencję, a żem tym sposobem nieraz już duszę jego uradował, na to świadków w tej zacnej kompanii nie braknie. - Będziem szukać lepiej we dwóch - wtrącił stolnik. Szlachcic też to jest wysokiego rodu, co i po jego obyczajności snadnie poznać możesz. Bogata kobieta Myśl, że Ketling może już jest trupem, strachem napełniała ich serca. - Aha! dobrze! Baśka! Baśka! A na czyjej głowie były konie przez całą drogę? W ten sposób rozmawiając zajechali przed dom Ketlingowy. Ujrzawszy pana Zagłobę stanął nagle przed nim i założywszy ręce na piersiach, zakrzyknął: - Powiedz mi waćpan, co to wszystko znaczy? - Michale! - odrzekł Zagłoba - pomyśl, ile to dziewek co rok do klasztorów wchodzi.
Toruj mu waszmość z wolna drogę i nie ustawaj w pracy, bo to kandydat twój, godny twego rozumu i doświadczenia... P. - Każda radość krucha w tym świecie... Urzekająca Wołodyjowski zwrócił się teraz w lewą stronę. Ej, lepiej nic nie mówić! Basia by mi także dogadywała, a ona się i tak czegoś w ostatnich czasach dziwaczy i humor ma tak zmienny jak nigdy. - Jaka rada, jaka moc? - Ja toho skazaty ne umiju - odrzekł po rusińsku Azja. P.
Stropił się bardzo szlachcic, bo pana Michała nadzwyczaj lubił i cenił, ale na razie nic wymyślić nie mógł. Dalszą rozmowę przerwało wejście pana Lelczyca, któren rankiem na podjazd przez Wołodyjowskiego wysłany, teraz właśnie z niego powracał. Waćpani dajesz swoje białogłowskie racje wcale do rzeczy. Przyznaję, że mi za wąsami tęskno, ale jeśli ich, nie doczekam, to dlatego, że dla ojczyzny polegnę, a w takim razie mam nadzieję, że prędzej na płacz niż na uśmiech u waćpanny zarobię. Chwilami serce biło jej tak mocno, że obie ręce przykładała do swej atłasowej piersi, aby jego bicie potłumić. - Jam tu dzień i noc dążył, a ona już mnie i widzieć nie chce! Com ja takiego uczynił! Jakie grzechy na mnie ciążą, że mnie gniew boży ściga, że mną wiatr jakoby liściem zeschłym żenie? Jedna umarła, druga do klasztoru idzie, obie Bóg mi sam odjął, bom widać przeklęty, bo dla każdego jest zmiłowanie, dla każdego łaska, jeno nie dla mnie!... - Apage! - rzekł mniszek żegnając się pobożnie.