- Waćpanna mnie wołała? - Chciałam wiedzieć, czy to nie kto obcy chodzi..

Po chwili zaś dodał: - Co mi Kryczyński, Tworowski i inni! Nie o nich samych, nie o kilka tysięcy Lipków i Czeremisów, ale o całą Rzeczpospolitą chodzi. Nawet nam w piecu dotąd nie zapalono... Przebóg! Prośba konającego święta rzecz! Tej ja odmówić nie mogę! - Grzech byłby śmiertelny! - zakrzyknął Zagłoba. Cudze pole Jeno Krzysia oręża nie kocha... Już mi i włosy pobielały... Bo oto zdradził pamięć swojej zmarłej, której wspomnienie kochał przecie; zawiódł ufność tej żyjącej, nadużył przyjaźni, zaciągnął jakoweś zobowiązania, postąpił jak człek bez sumienia.

Ciekawa świata sroka, niech mu się napatrzy. Byli między nimi starzy, siwi chłopi i pacholęta! Pierwszy tedy, którego przyprowadzono, mówi: „Przez mękę Pańską, przez tegoż Chrysta, pomiłuj panie!” A ja na to: „Po szyi go!” Dragon ciął i ściął... Patrzy we mnie, brwi marszczy, ale nie poznaje. On przeszedł mimo, nawet nie spojrzawszy na nią, nie powiedziawszy ni słowa. Dzikie serce Że on w dobroci swojej się na to zgodzi, że się uraduje, nie obrazi?... Wino tymczasem podniosło fantazję w panu Zagłobie; począł bardzo tęgo rozmyślać o Basi, o Krzysi, o Wołodyjowskim i o Ketlingu; począł łączyć ich w pary, błogosławić, wreszcie zatęsknił do dziewczyn i rzekł sobie: - Ano, pójdę zobaczyć te kozy...

Byli to semenowie Motowidły, którzy tak dobrze przyczaili się w chaszczach, że Basia, stojąc tuż nad nimi, wcale ich nie ujrzała. Twarz Krzysi pobielała jak płótno. - Możeś je waćpan później gdzie i spotkał, ale go poznać nie mogłeś?- rzekła pani Basia. Chybaby się bardzo rozgłosiło, że ja w Chreptiowie zamieszkałem, to go będą omijali, bo mię z dawna znają. - Może tedy perswazji usłucha? - Nie dba już o mnie! Nie chciała mnie widzieć! - zawołał z głębokim żalem Wołodyjowski. Jan Grzegorczyk - Ketling, chcesz promocji? - zawołał pan Zagłoba, upojony jeszcze własnym znaczeniem.

- Okrutnie się z tego cieszę - odrzekł pan Nowowiejski - bo teraz pewnie można będzie bezpiecznie do Raszkowa jechać. Gdyby nie ona, byłbym zmarł... Mówiłem, że się ma ku niej, bo była prawda; mówiłem, że Ketling godny kawaler, bo była i jest prawda; ale swaty białogłowom zostawuję. - Bóg widzi - mówił strapiony Skrzetuski - że stryjecznego mego, Stanisława, miłuję szczerym braterskim afektem, ale Michał bliższy mi niż brat. Waldemar Łysiak - Jegomość dziś szatki duchowne nosisz, a za młodu bijałeś rebelizantów, jakośmy słyszeli, wcale niezgorzej... Cośmy przeszli, póki czajki nie wypłynęły na morze, tego język nie wysłowi, bo i przed starszyzną kozacką kryć nam się było trzeba.

Po chwili znaleźli się oboje w komnacie. Sokole oczy jego objęły ją całą w jednej chwili, bacząc, czy nie dojrzą gdzie krwi, potem błyskawicą padły na mchy. Tu by mnie niepokój zgryzł, a tam, przy takim żołnierzu, będę się czuła bezpieczniejsza niżeli królowa w Warszawie; trzeba zaś będzie z tobą w pole wyruszyć, to wyruszę. Urzekająca Jakże go nie poznał? - Syn mógł go nie poznać, bo gdy uciekł z domu, obaj mieli po piętnaście lat, a ten sześć jeszcze u mnie siedział, przez który czas odmienił się znacznie i dorósł, i wąsy mu wyrosły. Toż na Boga! Ja cię dotąd z kompanią nie poznajomiłam! Tu zwróciła się do towarzyszek: - Waćpanny wiedzą, kto on, ale on nie wie, kto waćpanny; uczyńcie choć i po ciemku znajomość. Niepokój siedzi wciąż we mnie, ale przecie otuchę mi waćpan wlałeś.

- Ot, szatki! - krzyknął Zagłoba porywając za zawinięcie, które dotąd leżało obok niego na ławie. Tyle, co u mnie na pięści! Jak mi Bóg miły! On i mszy nie potrafi nigdy zaśpiewać, a jeśli i zaśpiewa, to szczury z klasztoru pouciekają, bo będą myślały, że koczur miauczy wesele odprawując. Bogaty był Tatarzyn, ale nieludzki i dla niewolników ciężki. Chceszli na nowo wstąpić do służby i komendę po nim objąć? Ty, Wilczkowski, Silnicki i Piwo będziecie mieć oko na Dorosza i na Tatarów, którym nigdy zupełnie ufać nie można. Był jednak żołnierzysko rad, że ma jeszcze przed sobą tydzień lub dwa, bo miłą mu była ta przyjaźń i ta pociecha, którą mu Krzysia Drohojowska niosła. Bo męka co innego, a uraza co innego...

Intencja to nie ślub! Tu nadszedł pan Makowiecki, któremu żona powiedziała zaraz wszystko. Wojska mało w kraju. - Zagończyk to nie lada! Jemu się Tatar w stepie nie przytai! Pan Nowowiejski spłonął z ukontentowania, że go chwalba z tak sławnych ust wobec panien spotykała. Przed oczyma widział twarz Drohojowskiej, jej oczy z długimi rzęsami i usta puszkiem okryte. Jużeśmy też oba spoglądali na siebie inaczej... Ale co do miłości generalnej, o której tak wymownie mówił ksiądz Kamiński, przyznaję, że w ciężkim grzechu dotąd żyłem, bo jej we mnie nie było i nie starałem się, żeby ją mieć.

- Napijmy się czego ciepłego - przerwał Zagłoba. Sposępniał mały rycerz okrutnie i rzekł: - Tegom się nie spodziewał, żebym panny Krzysi nie miał dziś ujrzeć. - Dla Boga! chyba same amazonki w Latyczowskiem mieszkają - rzekł Zagłoba. Ułożyliśmy z nią istotnie, żeby rzecz w tajemnicy została, więc to słuszne, że dziewka mogła jeno dla pozoru o habicie mówić... Michałową fortunę wojna zjadła, choć wiem, że ma coś grosiwa na prowizji u wielkich panów. Mówić, że pies, canis fidelis, zdrajca, a wilk nie zdrajca! Pozwól asindziej! waćpan już zupełnie w piętkę gonisz! Pan Snitko podniósł oczy do nieba na znak, jak niewinnie cierpi, ale nie chciał sprzeczką drażnić staruszka, a wtem też Wołodyjowski kazał mu iść po Mellechowicza, więc wyszedł spiesznie, kontent, że tym sposobem wymknąć się może.


||||||||||||||||||||||