Uważ, Michale, że Francuzi tak samo w pończochach chodzą jak Szwedzi, więc pewnie i tak samo przysiąg nie dotrzymują
- Ani mi się śni! To z mrozu! I rozśmiała się wesoło, ale śmiech to był nieco przymuszony. - Dla Boga, jakże mu wąsy posiwiały! Witaj, towarzyszu miły! witaj, stary kompanionie! To rzekłszy wypadł z altany i biegł naprzeciw pana Charłampa z roztworzonymi rękoma. - Albo jeżeli się którego z nas za połę nie ułapisz! - skończył Zagłoba. John Eldredge - Mąż mi kazał, a ja na wyjezdnym przyrzekłam mu, że go wraz usłucham. I tu przedrwiwając Krzysię poczęła śpiewać: Wierzcie, rycerze, Na nic pancerze, Na nic się tarcze zdały! Przez stal, żelazo W serce się wrażą Kupida ostre strzały! - Taką ona bronią władnie, nie bójcie się! - dodała zwracając się do Wołodyjowskiego i Zagłoby. Pojadę ja naprzód, miejsce na majdan opatrzę, fortalicję grzeczną zbuduję i domy dla żołnierzy, a też szopy dla koni towarzystwa, które, jako zacniejsze, od zmienności aury zmarnieć by mogły; też studnie pokopię, drogę przetrę, jary z hultajstwa rozbójniczego jako tako oczyszczę; dopieroż wam tu eskortę przystojną przyślę i przyjedziecie. nic więcej.
- Jakże! - zawołał pan Michał - już bywał komendantem i na własną rękę gromił! Pan Nowowiejski począł tak wąsy kręcić, że o mało sobie wargi nie urwał. Owóż, widzicie państwo, między jezuitami znajdzie się zawsze siła od niego mądrzejszych, a takiej drugiej szabli w Rzeczypospolitej nie masz... - Zali nie pierwsza pamięć dziada? - I mego dobrodzieja... Cieszyło ją niezmiernie owo życie żołnierskie, któremu nigdy nie przypatrywała się dotąd tak blisko: ruch, pochody, powroty z wypraw, widok jeńców. Janusz Korwin-Mikke Przygłuszony okrzyk radości wyrwał się z ust młodego Tatara. Patrzcie, co za skutek owej wojny i zawziętości brata przeciw bratu? Oto pustynią stała się ta ziemia, mogiły mam w Uszycy za parafian; w zgliszczach kościoły, miasta, wsie, a pogańska potęga wzbiera i rośnie nad nami na kształt morza, które i ciebie, kamieniecka opoko, połknąć gotowe... - Po prostu wąchają się z Mellechowiczem, aby i naszych Lipków na ich stronę przeprowadził, a on się zgadza.
Lipkowie rozstąpili się im zaraz. Poszli i pili znacznie do późna. Lecz co inszego jest miłość prywatna, a co inszego generalna jednej nacji ku drugiej, którą to generalną pan nasz Zbawiciel nie mniej pilnie obserwować nakazał. Ochotę do wojny od małego, szelma, miał, a najlepszy dowód, że pacholęciem uciekł z domu. - A porachuj no tam biczem konie - rzekł - i jedź żywiej. Rafał Ziemkiewicz Oto Kozacy pana Motowidły chwycili Tatara, dziwnie jakoś koło stanicy myszkującego, i przyprowadzili go do Chreptiowa. - Panienka w stajni.
Miejscami jednak całe jego szmaty były połamane, zwalone, pnie ponarzucane jedne na drugie w dzikim bezładzie, gałęzie zwichrzone i zbite w kupy, zeschłe zupełnie lub też pokryte zrudziałym liściem i iglicami. Po prostu: za dzieckom własne ją uważał. Tymczasem Basia rozgospodarowywała się w Chreptiowie. Nagle słowa Basi przekonały ją, że jest inaczej, że już się ludzie na nich patrzą, że ich już łączą w myśli, że odgadują. Stanisław Michalkiewicz - A wiesz ty, że Chmielnicki Czaplińską Czaplińskiemu wziął i sam ją pojął, i dzieci z nią miał? Cóż? Była wojna i wszystkie wojska hetmańskie a królewskie, a Rzeczypospolitej nie wydarły mu jej. Dobrze mi między wami! Dalej, gospodarzu, dalej! - Vivat Joannes dux! - zakrzyknęły wszystkie głosy. Na Azbę jeno baczenie dawaj.
Sam hetman tego pragnie i tak będzie, choćby nawet Ruszczyc z Krymu na maj nie nadążył. Tymczasem zaturkotała bryczka i pan Zagłoba wpadł do sieni, następnie do jadalnej izby, w której siedzieli stolnik z żoną. Po chwili Baśka zaczęła ją pocieszać, ale to nic nie pomogło i dziewczyna rozślochała się jak nigdy przedtem w życiu. Robert Kiyosaki Na to pan Wołodyjowski poszedł do okna i głowę do zimnej szyby przyłożył. Nie chcę innego losu, jeno takiego, który tobie przypadnie... Tu zwrócił się do Drohojowskiej: - A waćpanna jaką bronią najlepiej władasz? - Żadną - odpowiedziała Krzysia. Szczęściem dla nich nikt nie zwrócił uwagi na słowa Basi, bo pan Zagłoba wybierał się do miasta i miał wrócić z liczną rycerską kompanią, tym więc wszyscy byli zajęci.
Choć tam i bzyknie blisko, upewniam, że nie zrani. Nikt dwóch pacierzy nie uchybił. Jakoż i tych kupców ormiańskich, po których pan Zachariasz Piotrowicz ma jechać, już za panowania młodego w samym Bakczysaraju uwięziono, co podobno stało się za jego mości chanowym rozkazaniem. Tam pięści do góry podniósłszy począł okropnym głosem wołać: „Takaż mi nagroda za moje rany, za moje trudy, za moję krew, za moję dla ojczyzny przychylność?!...” „Jedno jagnię (powiada) miałem, i to mi, Panie, zabrałeś. - Michał tak mnie już wyuczył, że śmiało mogę się ważyć, a inaczej pomyślą jeszcze, że ze strachu uciekam, i na drugą ekspedycję nie wezmą, a przy tym pan Zagłoba będzie ze mnie dworował... Ochotę do wojny od małego, szelma, miał, a najlepszy dowód, że pacholęciem uciekł z domu. Pot się z nas lał, a język przysychał nam do podniebienia...
W końcu, jakem nad sobą płakał, tom i nad nim płakał. Wnet otoczyły Basię tłumy twarzy wąsatych, groźnych, nieco dzikich, ale rozpromienionych radością. Po czym obsunął się z wolna do nóg Krzysinych i tak mówić począł głosem wzruszonym, lecz spokojnym - Nie grzech to, że w świętym miejscu przed tobą klękam, bo gdzież, jeśli nie do kościoła, czysta miłość po błogosławieństwo przychodzi. Panny siedziały przytulone jedna do drugiej, podziwiając i czułość jego mowy, i owe wywody misterne, obce polskim kawalerom; aż pan Zagłoba, któren się był zdrzemnął pod koniec, zbudził się i począł, mrugając oczyma, spoglądać to na jedno, to na drugie, to na trzecie, wreszcie zebrawszy przytomność spytał wielkim głosem: - Co powiadacie? - Powiadamy waćpanu: dobranoc! - rzekła Basia. Na twarzy nosił bliznę od ucha aż do nosa, który od przycięcia z jednej strony był cieńszy niż z drugiej. - Zakonotowałem! - rzekł Zagłoba. Powiedz to sobie jasno i klimkiem w oczy nie rzucaj.