- Mellechowicz, co ty na to? - spytał Wołodyjowski
Leżąc prawie na karku końskim, wybladły, ze ściśniętymi zębami, z wichrem okropnych myśli w głowie, bódł rumaka zbrojnymi piętami, okładał go płazem i leciał jak drop, nim zerwie się do lotu. - Służyłem ojczyźnie i swemu panu, obcych bogów nie szukając. - Nie zdrajca? - odparł Zagłoba - zdrajca, jeno cnotliwy zdrajca, bo nie nas, ale ordę zdradza... Jacek Pulikowski Starzy żołnierze rozpływali się nad jej kawalerską fantazją i wielką znajomością rzeczy żołnierskich. Wtem zabiegł krwią, chwycił się za szablę i zakrzyknął strasznym głosem: - Gorze zdrajcy! I w kwadrans później pędził do Warszawy, aż wiatr wył mu w uszach, aż grudki ziemi leciały stadem spod kopyt jego konia. Niepodobna, aby który o takim rycerzu nie słyszał.
Już ja ich namówię, nie bój się! Przed pana Zagłoby dowcipem nic się nie ostoi. Wojska mało w kraju. Basia asystowała z bijącym sercem wyjściu wojsk, jako że miała to być jej pierwsza większa wyprawa, i rosło jej owo serce na widok sprawności tych starych wilków stepowych. - Tak! tak! Deyma i Ubysz! Jak dziś pamiętam! A szło także o białogłowę. ks. Piotr Pawlukiewicz Na Wołodyjowskiego był zły, na Krzysię także; wolałby wprawdzie, żeby pan Michał ożenił się z Krzysią niż z nikim, ale postanowił uczynić wszystko, żeby się ożenił z hajduczkiem. Po czym ruszyli.
Bo obiecywała sobie być stateczną i zyskać okrutną miłość żołnierzy. - Za zdrowie Ketlinga! - Za zdrowie! - powtórzył Wołodyjowski. - Ślubów jeszcze nie wykonałeś - spytał wreszcie Zagłoba - i wyjść w każdej chwili możesz? - Nie jestem jeszcze zakonnikiem, bom czekał na łaskę bożą i na to, by wszystkie ziemskie myśli boleśne opuściły duszę moją. Pierwszego bowiem, sądząc z rozgłośnej a straszliwej sławy, wyobrażały sobie jako jakiegoś wielkoluda, który samym spojrzeniem ludzi przeraża, drugą - jako olbrzymkę o wiecznie zmarszczonej brwi i grubym głosie. Pan Motowidło i Mellechowicz będą od północka gotowi. ks. Piotr Pawlukiewicz Ale z olbrzymiej fortuny nic mu nie zostało, jeno sława jako jedyna spuścizna.
Konie ich, spychane do środka, osiadały na zadach lub waliły się na wznak. Powiedz to sobie jasno i klimkiem w oczy nie rzucaj. Pisze też mąż, że dyferencję, która była z Żubrami o jedną Basiną majętność, szczęśliwie ukończył. - Widzisz - rzekł do Basi Wołodyjowski - to nieprzyjaciel się tam przytaił. Waldemar Łysiak Niejeden i dary znaczne kazał po cichu w wasąg mu wsuwać: od wódek, win do sepecików kosztownie oprawnych, szabel i pistoletów. A ona na to: - Będzie takich jak waćpan niemało! Słodka to dla żołnierza rzecz pod takim komendantem służyć.
W chorągwi lekkiej pana Mikołaja Potockiego było wielu towarzyszów, ludzi bywałych i dwornych, którzy chociaż zdziczeli wśród ciągłych wojen i przygód, grzeczną stanowili jednak kompanię. - Mój Boże - mówił - wówczas gdyśmy po Halszkę jechali, widziało mi się, że starość za pasem, a teraz myślę, żem był młody, bo to przecie temu blisko dwadzieścia cztery lat. Moja Krzysiu kochana! kasztelanów i senatorów tyś godna; ale jeśli nie pogardzisz żołnierzem, który choć i w prostym stanie służył ojczyźnie nie bez jakowejś sławy, tedy ja ci do nóg padam, nogi twoje całuję i pytam: chceszże mnie? możeszli bez abominacji o mnie pomyśleć? - Panie Michale!... Rafał Ziemkiewicz Udali się więc we troje. Wtem otworzyły się drzwi i do pokoju wpadła jak wicher Basia, wzburzona, blada i zatkawszy oczy palcami, tupiąc zarazem na środku izby jak małe dziecko zaczęła piszczeć: - Rety! ratujcie! Pan Michał pojechał zabić Ketlinga! Kto w Boga wierzy, niech leci za nim hamować! Rety! rety!... Była chwila, że Krzysia potrzebowała całej mocy nad sobą, by nie zarzucić mu z żalu rąk na szyję i nie zakrzyknąć: „Kocham cię nad wszystko! Bierz mnie!” Czuła, że jeśli porwie ją płacz, to ona tak uczyni; więc długi czas stała przed nim w milczeniu, pasując się ze łzami.
Bóg widzi, jak krzywo! - Ketling! ja przecie wiem, żeś ty porządny człowiek, tylko tych waszych manier wyrozumieć nie mogę. Jakoż wynik miał wkrótce nastąpić. zostałaby pomsta... Toż gdyby nie owe zrywania się i służby, byłby się nacieszył choć parę lat swoją Anusią. Ledwie kilku jest takich w stepach zagończyków, jako to między Kozakami pan Piwo, a w kompucie pan Ruszczyc; ale i ci Wołodyjowskiego nie doszli. Nie masz w nieszczęściu nic lepszego nad modlitwę i pobożne rozmyślania.