Wszystkie pó¼niejsze wojny w Prusiech, przy oblê¿eniu zamków, gdzie tylko by³y jeszcze szwedzkie za³ogi, odprawowali¶my razem

By³o tak. Jako¿ i zdarzy³o siê. Z onego ganeczku królestwo mszy zwykle s³uchaj±. Urzekaj±ca lepiej ni¿ Krzysiê!... Ró¿ne ludzie miewaj± humory, a mnie do niczyjego nic, byle ka¿den s³u¿bê pe³ni³. Jak tam zreszt± jest, tak jest - do¶æ, ¿e teraz ju¿ za pó¼no na uk³ady. Kilkakroæ te¿, gdy Basia mówi±c o Ketlingu poczê³a wymy¶laæ koncepta, trochê siê z niego na¶miewaæ, trochê go na¶ladowaæ, Krzysia obejmowa³a j± z niezwyk³± tkliwo¶ci± za szyjê prosz±c, by zaniecha³a tej pustoty. - ¯eby my¶l by³a swobodniejsza, chêtnie bym pos³ucha³, tak samo jak rad s³ucham jejmo¶ci dobrodziejki, waszmo¶cinej ma³¿onki, która tak¿e ma zwyczaj dokumentnie opowiadaæ, nie odk³adaj±c genealogii na stronê; ale mi to w g³owie utkwi³o, co wa¶æ o przyja¼ni i zawziêto¶ci rzek³.

Powiedzia³e¶ tylko waszmo¶æ pan, i¿ mu wilkiem z oczu patrzy. - Eksperiencja - rzek³ skromnie pan Zag³oba - szczególniej w wojennym rzemio¶le, z samym wiekiem przyj¶æ musia³a i mo¿e dlatego jeszcze nieboszczyk pan Koniecpolski, ojciec chor±¿ego, czasem o radê mnie pyta³, potem za¶: i pan Miko³aj Potocki, i ksi±¿ê Jeremi Wi¶niowiecki, i pan Sapieha, i pan Czarniecki, ale co do przezwiska Ulisses, temu siê zawsze przez modestiê oponowa³em. - Dla Boga, jak¿e mu w±sy posiwia³y! Witaj, towarzyszu mi³y! witaj, stary kompanionie! To rzek³szy wypad³ z altany i bieg³ naprzeciw pana Char³ampa z roztworzonymi rêkoma. Ale na ich drodze sta³a z trzema dragonami Basia. Jacek Pulikowski ¯e to ju¿ ciemno¶æ uczyni³a siê zupe³na, postanowi³em zostaæ na nocleg, chocia¿ ognisk nie by³o z czego rozpaliæ. Do tego ju¿ dosz³o, ¿e na tej ziemi wilcy mi³osierniejsi od ludzi, ¿e tu trawy krwaw± ros± siê poc±, wichry nie wiej±, ale wyj±, rzeki ³zami p³yn± i ludzie do ¶mierci rêce wyci±gaj± mówi±c: <>” - Panie! - zawo³a³em - zali oni lepsi od nas? Kto najwiêksze okrucieñstwa czyni³? Kto pogan sprowadza³?... A wówczas pojawia³ siê w jego twarzy pewien wyraz weso³ego hultajstwa. Bra³ go ¿al i wstyd niezmierny, i pogarda dla samego siebie.

Przez pewnego Ormianina pisa³em listy do moich majêtno¶ci pod Jas³em. Poczu³ pan Micha³ w tej chwili, ¿e to jest przyjacielskie, kochane oblicze. Wo³odyjowski razem ze swoim listem, razem z zapowiedzi± przyjazdu i z b³amem gronostajów wyda³ jej siê tak p³askim, ¿e prawie wstrêtnym. Wtem zabrzmia³ jego g³os niski a miêkki jak aksamit: - Jestem Ketling of Elgin. Teraz waæpan licz: Ukraina spokojna, kozactwo w ryzie utrzymane, od Turka zas³ona, kilkadziesi±t tysiêcy wojska wiêcej - ot, com pomy¶la³- ot, co mnie do g³owy przysz³o, ot, dlaczego mnie Kryczyñski, Adurowicz, Morawski, Tworowski s³uchaj± - ot, dlaczego, gdy krzyknê, pó³ Krymu na one stepy siê zwali! Pan Bogusz tak by³ zdumiony i przygnieciony s³owami Azji, jak gdyby ¶ciany tej izby, w której siedzieli, rozst±pi³y siê nagle i nowe, nieznane ukaza³y siê oczom jego krainy. Rzeczpospolita k³amców Ty za¶ sam, który¶ mnie chcia³ odbijaæ, a potem do Rzeczypospolitej zaprasza³, có¿e¶ uczyni³? Oto trupy tu naokó³ krzy¿a mego le¿± i krew obryzga³a mu podnó¿e, a przecie byli miêdzy nimi niewinni, pacholêta m³ode, albo ludzie za¶lepieni, którzy rozgarniêcia nijakiego nie maj±c za innymi jako g³upie owce poszli. Ciê¿ko im siê ze sob± porozumieæ, bo daleko. Ty¶ g³adysz nad g³adysze, a dziewkom chyba i sam nie przyganisz.

- Ba! wielkim niewodem mnie ³owi, ale tak mi siê co¶ widzi, ¿e chocia¿em do¶æ gruby, jednak¿e siê przez jakie oko tej sieci prze¶liznê. - Zali naprawdê waæpanna tak siê o mnie troszczysz? - pyta³ podnosz±c na ni± oczy. To rzek³szy przysiad³ siê do pani Boskiej. Nie, ¿ebym o tamtej kochanej niebodze zapomnia³, co dzieñ siê za ni± modlê! Ale i do tej tak serce przywar³o jako huba do drzewa. Bogaty ojciec biedny ojciec Tymczasem od rana przyjecha³ pan Nowowiejski i wszêdy go by³o pe³no. Nie umiem rzec, jake¶my siê d³ugo trzymali, bo tam ju¿ i pamiêæ nas odesz³a, jeno¶my siê trzê¶li ode ³kania. Tu Krzysia poczê³a patrzeæ w niebo, namy¶laæ siê, wreszcie odrzek³a: - Zali koniecznie mamy oznajmiaæ ludziom o naszym przymierzu? - Jak¿e to? - Waæpan przecie za parê dni wyje¿d¿asz? - Choæbym i nierad, muszê. Pró¿no go zatrzymywa³a, pró¿no i sam Wo³odyjowski, który by³ w humorze wybornym, namawia³ go do pozostania na wieczerzê; wymówi³ siê s³u¿b± i odjecha³.

Tymczasem bêdzie mia³ hetman czas przygotowaæ siê lepiej; tymczasem Kozacy i Dorosz w wierno¶ci dla su³tana siê zawahaj±. Nie wiem, co siê zdarzy, jako siê u³o¿y... Us³yszysz wa¶æ o mnie, jako Bóg na niebie! - A có¿ tamci? co Kryczyñski? wróc±? nie wróc±? Co teraz czyni±? - Po sieheniach stoj±: jedni w Udrzyjskim Stepie, inni dalej. Bogaty ojciec biedny ojciec Po dora¼nym zbadaniu jeñca pokaza³o siê, i¿ by³ to Lipek, ale z tych, którzy niedawno s³u¿by i siedziby w Rzeczypospolitej porzuciwszy, pod w³adzê su³tañsk± siê udali. - Wiêc ¶mielej ju¿ spytam, o czym by³a rozmowa? - O amorach! - wykrzyknê³a bez namys³u Basia. I zdawa³o siê rycerzowi, ¿e jest jakim¶ krzywoprzysiêzc± wzglêdem tej duszki jasnej, której pamiêæ winien by³ czciæ i przechowywaæ jak ¶wiêto¶æ. Sama tu jestem od dwóch godzin... Zag³oba porwa³ siê za resztki czupryny.

Dziewka by³a piêkna. - Panno Barbaro! - rzek³ ma³y rycerz schylaj±c siê nad ni±. M³ody Tatar pochyli³ nagle g³owê i pocz±³ dmuchaæ w pó³kwaterek gor±cego napoju; przy czym gdy do odmuchania wyd±³ sinawe nieco wargi, twarz uczyni³a mu siê tak dzika i tak tatarska, ¿e a¿ pan Bogusz rzek³: - Dalibóg, jaki¶ ty wszelako w tej chwili do starego Tuhaj-beja podobny, to przechodzi imaginacjê. Waæpani dajesz swoje bia³og³owskie racje wcale do rzeczy. - Rany boskie! To¶ ju¿ z ko¶ciami Polak! M³ody rycerz u¶miechn±³ siê. - Ba! kto im rozka¿e wróciæ do Rzeczypospolitej? - Ja! - Jak¿e to! - Tuhaj-bejowym jestem synem! - Mój Azja! - rzek³ po chwili pan Bogusz - nie negujê, ¿e oni mog± siê w twojej krwi i s³awie Tuhaj-bejowej kochaæ, chocia¿ oni s± nasi Tatarzy, a Tuhaj-bej by³ naszym wrogiem. - Waæpani dobrodzika prawdziwie po kawalersku stawa³a¶ - rzek³ jej. Czemu¶ tak nie uczyni³, o Panie?” Rzek³szy podnios³em oczy ku górze (we ¶nie to zawsze by³o, pamiêtajcie acañstwo) i có¿ widzê? Oto Pan nasz spogl±da na mnie surowie, brwi marszczy i nagle wielkim g³osem tak odrzecze: „Tanie teraz wasze szlachectwo, bo je czasów wojny szwedzkiej ka¿dy ³yk móg³ kupiæ; ale mniejsza z tym! Warci¶cie siebie wzajem i wy, i hultajstwo, a jedni i drudzy gorsi¶cie od ¯ydowinów, bo wy miê tu co dzieñ na krzy¿ przybijacie...

I mo¿e w³a¶nie dlatego wiêcej okazywa³a mu ¿yczliwo¶ci, ni¿ pozwala³a na to ich krótka znajomo¶æ. „Zalterowa³a siê! zalterowa³a siê widocznie - my¶la³ sobie. Módl siê tylko za duszê moj±, bo ja r±k Bogus³awowych nie ujdê!... Przez chwilê milcza³, za czym j±³ spogl±daæ na wszystkich, a szczególniej na pana Zag³obê, wreszcie rzek³: - O zdrajcy! My¶la³em, ¿e Ketling na ¶mieræ usieczon! - Jak to, Michale? - zawo³a³ Zag³oba. Przeje¿d¿aj±c przez £uków dowiedzia³ siê, ¿e pañstwo Skrzetuscy z dzieæmi i panem Zag³ob± dniem przedtem powrócili w³a¶nie z Kaliskiego, wiêc postanowi³ do nich wst±piæ, bo z kim¿e móg³ nad ratowaniem Wo³odyjowskiego skuteczniej siê naradziæ? Przyjêli go tedy ze zdziwieniem i rado¶ci±, która jednak zaraz w ciê¿ki p³acz siê zmieni³a, gdy im cel swego przybycia oznajmi³. Przeto ³zy roniæ pocz±³, a wreszcie, gdy ju¿ mia³ u¶cisków do¶æ, rzek³: - Jeno mi za Micha³a nie dziêkujcie, bo¶cie mu nie bli¿si ode mnie! Na to Kmicic: - Nie za Wo³odyjowskiego my dziêkujemy, ale ¿elazne lub te¿ zgo³a niecz³owiecze serce musia³by mieæ ten, kto by siê t± gotowo¶ci± waæpana nie wzruszy³, która w przyjacielskiej potrzebie na fatygi nie dba i na wiek wzglêdu nie ma. Poznawszy przy ¶wietle ksiê¿yca Basiê, chwyci³ j± za obie rêce i zawo³a³: - Witam waæpannê ca³ym sercem! A gdzie panna Krzysia? Siostra? Zdrowi¿ wszyscy? - Zdrowi, dziêkowaæ Bogu! ¯e to na koniec waæpan przyjecha³! - odrzek³a z bij±cym sercem Basia. Wówczas, sam nie wiedzia³ jak i kiedy, usta jego obsunê³y siê jej na czo³o i ca³owa³y je jeszcze gorêcej; potem zasiê obsunê³y siê na jej sp³akane oczy i ¶wiat zakrêci³ siê z nim zupe³nie; potem uczu³ ów puszek delikatniuchny nad jej ustami; potem usta ich po³±czy³y siê i przycisnê³y do siebie d³ugo i z ca³ej mocy.

Byæ mo¿e tak¿e, ¿e czu³a ju¿ lekki zawrót g³owy. Mówi±c do niej schyla³ g³owê i zasuwa³ za siebie jedn± nogê, jakby na znak, ¿e przyklêkn±æ w ka¿dej chwili gotów; mówi³ za¶ z powag±, nigdy ¿artobliwie, chocia¿ na przyk³ad z Ba¶k± rad ¿artowa³. Zdj±³ j± strach wielki, by nie omdla³a ca³kiem, i tylko wstyd przed dragonami podtrzymywa³ j± na kulbace; odwraca³a jednak starannie od nich twarz, by nie dojrzeli na niej blado¶ci. - Bóg ci zap³aæ! Bóg ci zap³aæ za serce! - rzek³. I poszli, a gdy siê ukazali znowu, ko³o pana Zag³oby drepta³ ju¿ nie mniszek bia³y, ale oficer w ¿ó³tych butach za kolana, z rapierem przy boku i z bia³ym pendentem przez ramiê. - Ale przyznaj, waæpani dobrodzika, ¿e¶ nie bez jakowych¶ ukrytych zamiarów te sikory tu przywioz³a. Da Bóg, nie damy siê tym ³uszczybochenkom, co sejmikowaæ tylko umiej± i panu hetmanowi zdradê przeciw królowi zadawaæ. - Tak jest! Wiecznie ten zdrajca Bogus³aw!...


||||||||||||||||||||||