- Wszelako mniejsza z tym! Tu zaczerwienił się pan Zagłoba z gniewu, aż mu oczy na wierzch wyszły
Gdy syn uciekł, ów wyręczał mnie w gospodarstwie, póki mu się amorów z Ewuchą nie zachciało, co ja spostrzegłszy kazałem go wychłostać; on zasię potem zbiegł. Ot, gryzły mnie te konsyderacje i w dzień w polu, i w nocy w namiocie, bom sobie myślał: „Nu! my żołnierze, gorzejem!... Ujrzawszy pana Zagłobę stanął nagle przed nim i założywszy ręce na piersiach, zakrzyknął: - Powiedz mi waćpan, co to wszystko znaczy? - Michale! - odrzekł Zagłoba - pomyśl, ile to dziewek co rok do klasztorów wchodzi. Jacek Pulikowski Choćby za się był żyw i jako wilk wył, i samemu królowi ze skargą bił czołem, zali ty myślisz, że oni wojnę ze mną o jedną jasną kosę rozpoczną? Mieli już taką wojnę i pół Rzeczypospolitej ogniem spłonęło. Pogoda była jesienna, cicha. Tymczasem maska zdumienia opadła z twarzy pana Zagłoby, a natomiast biała broda poczęła mu się trząść, otworzył szeroko ramiona i rzekł: - Dalibóg, ryknę!... Tymczasem Drohojowska zbliżyła się do Wołodyjowskiego z rozjaśnioną twarzą, cichej radości pełna. Jechali czas jakiś w milczeniu, ale w błogim.
Patrzże, co mu dajesz - siebie? Aleś ty moja, boś mi sama przyrzekła, więc cudze mu dajesz, nie własne; dajesz mu moje płakanie, moją boleść, może śmierć moją. Stosując się do instrukcji księdza podkanclerzego, cicho z tym jeszcze siedział, ale nie upłynął dzień, by kogoś dla tej kryjącej się kandydatury nie skaptował- i stało się to, co zwykle w takich razach się dzieje: oto zacietrzewił się sam tak dalece, że ta kandydatura stała się - obok połączenia Basi z Wołodyjowskim - drugim w życiu jego celem. Podczas podhajeckiej Dydiuk poszedł na Sicz do Sirki, a z nim razem do Krymu. Ale honor jest! Będą się tu dygnitarze na wyprzodki przed tę bramę zjeżdżali... John Eldredge Tu Basia powstała z ławy, podniosła swą różową, uśmiechniętą twarzyczkę i wspiąwszy się na palce szepnęła do ucha Azji: - Ewka waćpana kocha ! Owemu zaś pomarszczyła się twarz jak gdyby wściekłością; obu rękoma chwycił się za osełedec i zapomniawszy o zdumieniu, jakie okrzyk jego mógł wywołać, powtórzył kilkakroć chrapliwym głosem: - Ałła! Ałła! Ałła! Po czym wypadł z izby. - A waćpan skąd wiesz, kiedy ciemno? - spytała nagle panna Jeziorkowska. Myśl ta gryzła go niepomału, a że i karabon trząsł przy tym okrutnie, więc stary szlachcic wpadł w jak najgorszy humor i nie szczędził sam sobie wyrzutów. Ściany przyznały zupełnym milczeniem słuszność panu Zagłobie.
- Ba! to i cóż! - rzekła na ową myśl do swej walecznej duszy. Raz go u księcia Jeremiego wyprosiłem. - Jeśli mam utonąć, niech choć przez parę dni zdaje mi się jeszcze, że płynę. - Jak waszmość myślisz, czy pan hetman się zgodzi? - Być może, że ci każe do siebie przyjechać, dlatego do Raszkowa teraz nie wyjeżdżaj, bo stąd prędzej staniesz w Jaworowie. - Przez jutro wypocznę - rzekł - a pojutrze ruszę. Janusz Korwin-Mikke Jeśli Ketling żyw, dam wam znać. - Dziś i tak się nie wyniesiem - rzekła do wahającej się pani stolnikowej - a później czy jedna doba, czy dwadzieścia, to już wszystko jedno! Ketling podobał się jej, zarówno jak Krzysi, bo on się wszystkim niewiastom podobał; Basia przy tym nigdy dotąd nie widziała zagranicznego kawalera prócz oficerów cudzoziemskiej piechoty, ludzi mniejszej szarży i dość prostych; więc obchodziła go wkoło, potrząsając czupryną, rozdymając chrapki i przypatrując mu się z dziecinną ciekawością tak natarczywą, że aż usłyszała cichą naganę od pani Makowieckiej. Krzysia oparła głowę o to samo miejsce, na którym było wgłębienie wytłoczone przez głowę Marii Ludwiki, i przymknęła oczy; jakieś bolesne uczucie ścisnęło jej pierś; jakiś chłód wionął nagle z pustej nawy i zmroził ten spokój, który przed chwilą jeszcze przepełniał całą jej istotę.
Daj, niech cię jeszcze raz uściskam. Basia wodziła za nim oczyma, a Krzysia wyszywała tak pilnie, że ledwie można było uchwycić okiem migotanie jej igły. Krzysia, która z natury była czujną i przenikliwą, była prawie pewną, że to o niej do niego mówią, że ją niemal za jego narzeczoną uważają. To rzekłszy przysiadł się do pani Boskiej. Janusz Korwin-Mikke „Słuszna by była rzecz - myślał - gdyby Wołodyjowski z Ketlingiem uszy obcięli mi na współkę. Krzysia zajęta była pilnowaniem owej roboty, gdyż tym sposobem mogła się trzymać opodal obojga państwa Makowieckich i pana Zagłoby. Polowali na niego komendanci jak na wilka, zawsze na próżno, aż wreszcie na Michała trafił i przyszła nań czarna godzina. Bo wszystko może mi się w starej ojczyźnie przygodzić, jeno szczęście się nie przygodzi.
- Prędko do nich zjedziem? - Nam ich tu przygnają, ale mamy czas, bo do owej kępy będzie z ćwierć mili. Lecz była jakoby w odurzeniu i w zapamiętaniu nieustającym. Sprawy moje wymagają, abym się tam udał koniecznie, może na długo... Urzekająca - Jak to? - spytał zdziwiony podkanclerzy. Pogoda ustaliła się cudnie. - Idź z panem Snitką po owe listy i przynieś je natychmiast. - Cicho no! - rzekł stolnik. Oby ci było dobrze, jako mnie będzie źle! Wiedz o tym, że ci usty zaraz odpuszczam, a jak Bóg da, to ci i sercem odpuszczę...
i kajam się takowej myśli, i mówić nie mogę, bo mi wstyd... Zresztą mówiłam już waćpanu, że ona jeszcze woli bożej nie czuje: Krzysia więcej! - Ciotula! - ozwała się nagle Krzysia. - Oj, potrzebuje! - wtrącił Charłamp. Na twarzy nosił bliznę od ucha aż do nosa, który od przycięcia z jednej strony był cieńszy niż z drugiej. Powiedzże mi jeszcze, że do mnie urazy nie chowasz... Pan Zagłoba wszedł bez chwili wahania się do izby i choć już wiedział o wszystkim, zdumiał się powtórnie, widząc Ketlinga i Krzysię siedzących czołem w czoło. Ale skoro ostatnie praesidium stanie aż w Raszkowie, tedy jeśli się Krym ruszy albo cała potencja turecka, to oni tam wprędce wiedzieć będą i wcześnie do Chreptiowa znać dadzą, zatem i nieprzezpieczeństwa wielkiego nie ma, bo Chreptiów nie może być nagle ubieżon. Ale Basia poczęła już klepać całą dłonią po karku dzianeta, powtarzając: - Niech zabije! niech zabije! niech zabije!...