- Oto zacne białogłowskie serce, oto zacna pani! - zawołał Charłamp chwytając ręce Kmicicowej i pokrywając je pocałunkami
Przerwał je pierwszy pan Michał. - Niech was aniołowie prowadzą - odrzekł ksiądz - jeśli tak, to o nic więcej nie chodzi. Zali to ona, żyjąca, nie była warta tej zmarłej? Albo czy w ogólności była tak mało warta, że zmarła Anusia mogła być jej rywalką? Pan Zagłoba, gdyby do tajemnicy należał, pewnie uspokoiłby pana Michała, że niewiasty nie mają jedna dla drugiej zbyt wiele miłosierdzia. Jacek Pulikowski Gdym tedy ujrzał ów krzyż, mignęła mi przez głowę myśl: „Ot drzewo, inszego nie masz” - alem się zaraz zląkł. Wołodyjowski, nie zważając na obecność oficerów i żołnierzy, to przyciskał ją do piersi, to okrywał pocałunkami jej ręce mówiąc: - A mojeż ty kochanie. Sama tu jestem od dwóch godzin... Prócz tego wiadomo waćpaństwu, że pan Ruszczyc, komendant raszkowski, ma rodzonych w ordzie, którzy dziećmi ogarnięci, całkiem potatarzeli i do dostojeństw doszli.
Był taki... i ja... Mienie jego przy pomocy dzielnej niewiasty rosło. - A waszmość widziałeś kiedy diabelskie harce? - Widzieć nie widziałem, alem słyszał, jako diabli pokrzykiwali sobie z uciechy: „u-ha! u-ha!” Spytaj się Michała, bo i on słyszał. Rafał Ziemkiewicz Przecie oto kwiat wieku przesłużył. Chciało się jej zaraz na koń siadać i ze wzgórza zjeżdżać, by się z oddziałem Motowidły połączyć. Szła śpiesznie, jakby pragnąc co prędzej znaleźć się w komnacie, w której czekał na nich pan Zagłoba.
- Dziękuję! - szepnęła Krzysia. Spytaj się Skrzetuskiego, który na własne oczy na to patrzył. Poszły na koniec do łóżek, ale Krzysia długi czas zasnąć nie mogła. Ale łatwo dlatego, że z jednej strony jedzie strzemieniem w strzemię mały rycerz, z drugiej - pan Motowidło. - Pan hetman pisał o tatusia do pana miecznika poznańskiego przez pana Piotrowicza - recytowała dalej Zosia - i pan miecznik z panem Piotrowiczem znaleźli tatusia u agi Murzy-beja. ks. Piotr Pawlukiewicz - Ale co tam jeden Tatar! Waćpanowieście tysiącami ich nasiekli, i Szwedów, i Niemców, i Węgrzynów Rakoczego. Widzi waćpan, to było tak: jego pradziad, urodzony z kniaziówny Sieniutówny, primo voto był żonaty...
Oto trzymając się w objęciach poplątaliśmy tak łańcuchy, żeśmy ich odczepić nie mogli. Jedne chorągwie idą jako sierpem rzucił, inne zaś muszą okładać, aby szlaki poprzecinać - i dopieroż się będą cichaczem do kupy ściągały, w matnię nieprzyjaciela biorąc. Wściekłość go brała z tego powodu na samego siebie, a jednak obronić się uczuciu słodyczy i rozkoszy nie mógł. W owej leciuchnej mgle i mroku majaczące opodal zarośla przybierały w podnieconej wyobraźni Basi kształty żywych istot. Urzekająca Azja jednak nie pokazywał się w fortalicji, bo przybył do niego Halim, dawny sługa rodzicielski, a obecnie sam znaczny murza u Dobrudżan. Przy czym obejmuję was oboje i wraz z basałykami do serca przyciskam, Bogu najwyższemu was polecając.” Skończywszy pisanie zasypał pan Zagłoba list piaskiem, następnie uderzył weń dłonią, odczytał raz jeszcze, z dala od oczu trzymając, po czym złożył, zdjął sygnet z palca, poślinił i do pieczętowania się zabierał, przy której czynności zastał go Ketling. - Słuchaj mnie, stary przyjacielu, bo lepszej rady nikt ci nie da...
Będę was ile się godzi pocieszać albo zapłaczę z wami, albo radą jakowąś posłużę... - Nie żadnego z nas, ale Krzysi tam by potrzeba, co gdy nie może być, lepiej go w samotności ostawić, bo pociecha nie w porę do większej jeszcze desperacji doprowadza. Komu się zwierzysz, jeśli nie mnie, niewieście? Widzisz! Prawie królewska krew w nim! Pan hetman mu dziesięć indygenatów, nie jeden, wyrobi. książki chrześcijańskie - Przyrzecz waćpanna Ketlingowi rękę - rzekł chrapliwie - rozkochaj go, a potem podepcz, rozedrzyj mu serce i idź do klasztoru! - Panie Michale! - zawołała ze zdumieniem Basia. Tu oczy Azji zapłonęły czerwonym światłem, białe kły poczęły mu błyskać jak ongi Tuhaj-bejowi, rękę podniósł w górę i potrząsał groźnie dłonią w stronę północy, i wielki był, i straszliwy, i piękny, tak że Halim jął co prędzej bić mu pokłony i powtarzać cichym głosem: - Allach kerim! Allach kerim! Przez długi czas trwało milczenie; Tuhaj-bejowicz uspokajał się z wolna, wreszcie rzekł: - Bogusz tu przyjeżdżał. To samo ci i Skrzetuski powie. - A co waćpani zamierzasz pani podkomorzynie Iwowskiej odpowiedzieć? - Mój mąż przyjeżdża w maju; na niego to zdam; ale tak myślę, że jak Basia zechce, tak będzie.
Basia, podpuściwszy ich : a kilkadziesiąt kroków, wypaliła po dwakroć do najbliższych koni, następnie zatoczywszy koło skoczyła całym pędem w stronę Chreptiowa. Ja wiem, że to krzywda... Basia ujrzawszy go znalazła się w dwóch skokach na ziemi, lecz niestety było już za późno. Zaś pani Makowiecka zwróciła się do Zagłoby i rzekła: - Pan Nowowiejski o Basię deklarował. - Dlaczego bym jej nie miał wiernie służyć? - odparł Azja. Zatem całą masą już zbliżyli się do skraju zarośli i stanęli w miejscu, poglądając przed siebie. hetmanem zostanie, i kwita! - A to może psim? albo będzie za wołami chodził? Czabanowie mają też swoich hetmanów! Tfu! Co też waszmość prawisz, panie podstoli? Boże on Tuhaj-bejowicz, dobrze! ale jeśliby miał hetmanem zostać, to czymże ja ostanę, czym ostanie Michał i waszmość sam? Chyba Trzej Królami po Bożym Narodzeniu zostaniemy, poczekawszy na Kacpra, Melchiora i Baltazara abdykację.