to pan Zagłoba
Bladł on jednak coraz bardziej, w miarę jak od stepu ku niebu się podnosił, a w końcu blask jego przyćmiła łuna, która jaskrawym światłem zapłonęła przed karawaną. - Jak się masz? - wołał pan Zagłoba. Poczęła wreszcie ściągać i szlachta tak rojnie, tak tłumno, że gdyby podobnie u zagrożonych granic Rzeczypospolitej stawała, nigdy by ich noga nieprzyjacielska nie mogła przekroczyć. Jacek Pulikowski Po drodze spotkał rozpędzoną, jak zwykle, Basię, której rzekł: - Wiesz, Krzysia ze szczętem pogrążyła Ketlinga! - Nie jego pierwszego! - odrzekła Basia. - Dla Boga! on waćpannę gotów zabić! - krzyknął Wołodyjowski wskakując za nią. Twoja wina! twoja wielka wina! Nie ma już rady, nie ma już dla cię ratunku, jeno wstyd a ból, a płakanie... - Żadnym sposobem nie może być! Chyba innym razem... - Ot, żołnierscy grabarzowie! - rzekł wskazując ptactwo krzywcem szabli Zagłoba - a niech jeno odjedziem, przyjadą tu wilcy z kapelą i zębami będą tym nieboszczykom dzwonić.
Blisko już Kamieńca skusiła ich nadzieja bogatego za Azję okupu. Dla Boga! dla Boga! To rzekłszy wyszedł, a Azja popatrzył jeszcze chwilę za nim i poszepnął: - A dla mnie buńczuk, buława i... Że to noc latem krótka, obudziłem się już o brzasku i cały rosą okryty. Przyszła noc: jęczymy z cicha i - on po swojemu, ja po swojemu - modlimy się jeszcze żarliwiej; patrzę ja przy świetle miesiąca, aż jemu łzy ciurkiem na brodę lecą. Rafał Ziemkiewicz Siedm lat! nie żart, a dlategom wrócił i tylem się tych psubratów natłukł, że za każden dzień mojej niewoli co najmniej dwóch do piekła posłałem, a na niedziele i święta, kto wie, czy trzech albo czterech nie wypadnie, ha! - Siedm lat! - powtórzyła z westchnieniem pani Boska. Pobudziła się nawet służba. - Idźcie sami - ozwał się pan Zagłoba - młodziście i macie dobre nogi, a jam się już dosyć nadreptał. Dziwna rzecz, wczoraj radował mnie ten widok, dziś zgroza mię chwyciła, zwłaszcza na widok głowy jednego pacholęcia lat może siedmnastu, które nad miarę było piękne.
I mąż mię nie wstrzymywał, bo od Budziaku burza grozi... Krzysiu! Poznaj waćpanna dworskie obyczaje!... Nie chciał mnie! Biłem się z myślami, co czynić, czy tentować dłużej u drzwi, czy jechać?... Jest też siła dropiów, a czeladnik mój ustrzelił pelikana z guldynki. Trzeba ją było reperować, a że żołnierze poginęli i rąk brakło, musieli nas rozkuć i siekiery nam dać. John Eldredge Lecz zaledwie dzianet przebiegł z szybkością jaskółki kilkanaście kroków, gdy nagle zaczerniała przed nim szeroka rozpadlina stepowa. Czyń wreszcie, co chcesz; jedź choćby do Raszkowa, obiecnij trzech znaczniejszych na wymianę, byle Boski koniecznie, jeśli żyw, wrócił. Odium rosło we mnie z każdym dniem, ażem pożółkł.
Gdyby też była królową, nie mógłby otaczać ją większą czcią i większymi atencjami, niż to czynił. Zagłoba przechylił od razu, choć przecie było z pół kwarty w kielichu, za czym nie obtarłszy jeszcze wąsów począł wołać: - Byłbym niewdzięcznikiem, gdybym twego nie wypił! Lej, chłopcze! - Z podziękowaniem! - odrzekł brat Jerzy. Kiedy trzeba, to rychło trzeba, bo tu każda godzina znaczy! Zaraz do stajen idę... - Waćpan na Krzysię nie napadaj! - zawołała nagle Basia. książki chrześcijańskie Jużeśmy też oba spoglądali na siebie inaczej... Hetman wie, że z sułtanem będzie na wiosnę wojna, na którą nie ma tu w Rzeczypospolitej ani pieniędzy, ani ludzi, a gdy i Doroszeńko z Kozaki po sułtańskiej stronie stoi, ostatnia zagłada może przyjść na cały Lechistan, tym bardziej że ni król, ni stany w wojnę nie wierzą i ku gotowości się nie kwapią. - Waszmość nie myśl - mówił - iż mnie tu sama ciekawość poznania pierwszego między rycerstwem męża przygnała, bo jakkolwiek podziw słusznym jest dla bohaterów hołdem, jednakże gdzie obok męstwa eksperiencja i bystry rozum sedes sobie obrały, tam ludzie i dla własnej korzyści odprawować zwykli pielgrzymki. Wszelako pod starość wolę się wywczasować dobrze, zwłaszcza gdy polityczny gospodarz nie tylko odprowadzi, ale przepija do poduszki.
On stał przez chwilę nieruchomo, zdumiony lub udający przez grzeczność zdumienie nad Krzysiną pięknością; wreszcie ruszył ode drzwi i spuściwszy kapelusz ku ziemi począł piórami zamiatać podłogę. Znają cię, nie pójdziesz! A ponoś ci jeszcze za wcześnie ludzi swatać, bo to sędziwych niewiast rzemiosło. Z początku, bywało, myślałem sobie: sen mara! Ale przecie tkwił on mi w pamięci i jakoby jestestwo całe coraz bardziej ogarniał. Kim Kiyosaki - A waszmość widziałeś kiedy diabelskie harce? - Widzieć nie widziałem, alem słyszał, jako diabli pokrzykiwali sobie z uciechy: „u-ha! u-ha!” Spytaj się Michała, bo i on słyszał. Rozumował też sobie, że nie może oddać Wołodyjowskiemu większej przysługi nad zaswatanie mu swego hajduczka, i rozpływał się na myśl o tym stadle. Mogę mieć od niego informacje. - Ketling sam z nóg ścięty, że musi wyjeżdżać i nas zostawić... Wszystko szlachta z naszych stron i posesjonaci, których koligacje mogę także dokładnie waćpanu wymienić.
Kiedy zaś waćpan będziesz chciał, żebym przestała, to mi słowo rzeknij. Zagłoba sądząc, że to skutek jego rad poprzednich, zacierał z radością ręce. „Bliższa komenda” skoczyła znowu ściskać małego rycerza. Przytomnym poczęły się brzuchy trząść ze śmiechu, a pan Sobieski roześmiał się na całe gardło i rzekł: - Stary to zbarażczyk! Umie ciąć szablą, ale i na języki gracz nie lada! Lepiej go zostawić w spokoju. Znaczna to jest wiktoria, choć nad tak nikczemnym nieprzyjacielem odniesiona, bo ów Azba od kilku lat to tu, to tam grasował. Brał go żal i wstyd niezmierny, i pogarda dla samego siebie. Basia zaś siedziała na dzianecie nieporównanie ściglejszym od zwykłych, kudłatych bachmacików ordyńskich, bardzo wytrwałych w biegu, ale nie tak rączych jak konie wysokiej krwi. Był to nadzwyczaj urodzajny rok.
Opowiadała więc Basia, jak im droga poszła i jako pan Mellechowicz „rozum sobie o kamienie nadwerężył” - a mały rycerz zdawał sprawę z czynności swych w Chreptiowie, w którym, jak zapewniał, wszystko już stoi i na przyjęcie czeka, bo pięćset siekier przez trzy tygodnie nad budynkami pracowało. Czyń wreszcie, co chcesz; jedź choćby do Raszkowa, obiecnij trzech znaczniejszych na wymianę, byle Boski koniecznie, jeśli żyw, wrócił. „Nie zmogę się, nie zmogę się!” - wołała w duszy Krzysia. Wszelako dla Michała i dla hajduczka i to na sobie przeniosę, bo oboje czyste złoto. Smagła i piękna jego twarz wybladła wielce, ale zdrów już był i głowy nawet nie obwiązywał chustami, tylko ją przykrywał krymką z czerwonego aksamitu. - A co waćpani zamierzasz pani podkomorzynie Iwowskiej odpowiedzieć? - Mój mąż przyjeżdża w maju; na niego to zdam; ale tak myślę, że jak Basia zechce, tak będzie. - Rany boskie! Toś już z kościami Polak! Młody rycerz uśmiechnął się. - Dajże waść spokój! - Powiada, że smutku jego nie chcemy szanować, a jakież to zdroje wyleliśmy nad jego nieszczęściem, mości panowie! Prawda! Boga biorę na świadka, że twój smutek radzi byśmy na szablach roznieść, bo tak zawsze przyjaciele czynić powinni.
W Werchutce u nas spaliły się zabudowania... Nastała długa chwila milczenia, tylko wąsy pana Michała zjeżyły się jakoś i poczęły się szybko, choć lekko, poruszać. I brata rodzonego nie mógłbym więcej miłować, jakom jego miłował. Ona także go poznała; więc padłszy sobie w objęcia, długi czas słowa nie mogli przemówić i on czuł jej ciepłe łzy na twarzy, a ona jego; przez ten czas owe dwie inne niewiasty stały jak świece, przyglądając się powitaniu. Płakałem ja, płakali Skrzetuscy i Kmicicowie. - Obie dziewczyny z wielkich domów i obie dostatnie, a i to coś w dzisiejszych ciężkich czasach znaczy... - Wujko jest także? Wujku! To rzekłszy chwyciła za szyję pana Makowieckiego, który właśnie nadszedł do skarbniczka, a pan Zagłoba otworzył tymczasem Wołodyjowskiemu ramiona. - Nie będę dziś wcale spała! - rzekła sobie Krzysia.